Udawanie, role w walce o miłość

 

„W naszej kulturze niewielu ludzi ma odwagę być sobą. Większość odgrywa role, zakłada maski lub buduje fasady. Nie wierzą, że ich prawdziwe „ja” może zostać zaakceptowane. W każdym razie przez rodziców akceptowane nie było. „Nie patrz takim smutnym wzrokiem”, mówi matka. „Nikt Cię nie pokocha. Uśmiechnij się”. I tak dziecko zakłada maskę uśmiechu, aby być kochanym. „Wyprostuj plecy, wypchnij pierś”, ojciec mówi do syna, który kontynuuje przyjmowanie tej fasady męskości. Role i „granie” zwykle rozwijają się w bardziej subtelny sposób, jako odpowiedź na niewypowiedziane oczekiwania i naciski rodziców. Maski, fasady i role stają się częścią struktury ciała, ponieważ dziecko wierzy, że taka poza sprawi, by rodzice pokochali go i zaakceptowali. Nasze ciała są formowane przez siły społeczne w rodzinie, kształtujące nasz charakter i determinujące nasz los. Musimy starać się dogodzić innym, by zyskać akceptację i miłość.

Wtedy nie zdało to egzaminu i teraz również się nie uda. Miłości nie można wygrać lub kupić, gdyż jest ona spontaniczną ekspresją uczucia i ciepła w odpowiedzi na obecność drugiej osoby. To „kocham Cię”, a nie „kocham to, co robisz”. Miłość zakłada akceptacje, której odmawiano dziecku. Gdy porzucimy nasze prawdziwe „ja” i zaczniemy grać rolę, naszym przeznaczeniem stanie się odrzucenie, ponieważ już wcześniej odrzuciliśmy siebie. Mimo to  będziemy walczyć o ulepszenie roli w nadziei na przezwyciężenie losu, lecz w efekcie tylko go bardziej uprawomocnimy. Zostajemy złapani w błędnym kole, które ciągle zamyka się, pogarszając naszą jakość życia i „bycia”.

Dlaczego nie porzucimy naszej roli, nie przestaniemy grać, nie odrzucimy fasady czy nie zdejmiemy maski? Odpowiedź brzmi: nie jesteśmy w pełni świadomi, że nasz wygląd i zachowania nie są w pełni szczere. Maska czy fasada stały się częścią naszego istnienia. Rola przekształciła się naszą drugą naturę i zapomnieliśmy, jaką była ta pierwotna. Staliśmy się tak silnie zidentyfikowani z rolami i grą, że nie jesteśmy już w stanie wyobrazić sobie, iż może być inaczej.

Zazwyczaj osoba przychodzi na terapię z powodu pewnego zakłócenia w równowadze osobowości lub zachowania, na przykład depresji, lęku lub frustracji. Pragnie pozbyć się zakłócającego symptomu. Nie chce radykalnej zmiany, czyli zmiany charakteru. Prawdopodobnie nie widzi takiej konieczności. Wyczuwa, że nie osiąga sukcesu, i chce nauczyć się, jak sprawić, by zaczął dobrze działać. Szeroki wachlarz książek psychologicznych dostępnych na rynku, które opisują i uczą „Jak to zrobić”, są odzwierciedleniem tej potrzeby. Dostarczają odpowiedzi na pytania, jak zdobyć przyjaciół, wpływać na ludzi, być pewnym siebie, czy bardziej aktywnym seksualnie itp. Pozornie książki te mogą być dla niektórych osób pomocne. Jednak nie dotykają one sedna problemu, który zabrania osobie odczucia spełnienia, spokoju i radości życia. Problemem jest lęk przed byciem sobą: lęk, że prawdziwe „ja” jest pełne skaz, nieadekwatne i nie do przyjęcia. Lęk ten zmusza osobę do ukrycia swoich prawdziwych uczuć, maskowania naturalnej ekspresji i zaakceptowania roli, jakiej się od niej wymaga. Większość ludzi zgadza się z poglądem, że życie jest grą i aby osiągnąć sukces, trzeba się jej nauczyć. Z tym nastawieniem jesteśmy przygotowani do zmiany ról. Nie jesteśmy gotowi na porzucenie roli i bycie w pełni sobą. Wydaje się to zbyt przerażające z powodów, które omówione zostaną w kolejnym rozdziale. Jeśli jednak człowiek nie stawi czoła swemu charakterowi i losu, jaki on determinuje, nie będzie mógł go uniknąć.

Pierwszym krokiem w terapii jest więc odkrycie roli, jaką osoba gra w życiu. Możemy powiedzieć, że terapia zaczyna się od analizy charakteru jednostki. Dopóki nie zostanie to zbadane, nie można przebić się przez fasadę i dotrzeć do prawdziwej osoby. Jednak, jest to tylko pierwszy krok. Osoba musi też zrozumieć, dlaczego przyjęła taką rolę w przeszłości i jakie funkcje spełnia ona dzisiaj. Relacja roli do seksualności i jej związek z problemem edypalnym również powinny zostać wyjaśnione. Jedną z funkcji roli czy maski jest ukrycie przed sobą tych aspektów osobowości, które są zbyt bolesne lub przerażające, by stawić im czoła. Osoba z maską uśmiechu nie chce poczuć smutku, który jest poza jej polem widzenia. Mężna osoba nie chce czuć swego strachu. Oczywiście, nieakceptowane aspekty czyjejś osobowości nie znikają tylko dlatego, że nie są uświadomione. Ukryte w głębi osobowości, wpływają na nasze zachowania i dyktują nasz los.

Kolejną stroną tego problemu jest ilość energii, jaką zużywa się w odgrywaniu ról czy utrzymywaniu fałszywego obrazu siebie. Tak wiele energii pochłania nam podtrzymanie roli czy fasady, że niewiele zostaje jej na przyjemność lub kreatywność. Wyobraź sobie aktora, który nieustannie gra rolę na scenie i poza nią, a uświadomisz sobie, jak  wiele potrzeba do tego energii. „Bycie” to łatwy proces, ponieważ jest spontaniczny i naturalny. Dlatego dzieci potrafią być tak kreatywne. Jednak większość ludzi nie odczuwa tego wyczerpania energii. Odczuwają tylko przewlekłe zmęczenie, poirytowanie i frustrację. Gdy ktoś odgrywa rolę, zawsze popada w depresję.

Ponieważ rola jest ukonstytuowana w ciele, można odgadnąć, jaką rolę odgrywa osoba czy jaki obraz stara się wytworzyć z ekspresji jej ciała. Na niedawnym warsztacie bioenergetycznym, przed grupą stanął młody mężczyzna o tak sztywnej i nieruchomej postawie ciała, że wyglądał jak ołowiany żołnierzyk. Takie było moje pierwsze wrażenie. Twarz tego człowieka była nieruchoma- jak przystało na żołnierza na kostiumowej defiladzie. Ale ten młody mężczyzna nie był świadomy wrażenia, jakie wywierał. Według niego wszystko było w porządku .”

Fragment książki Aleksandra Lowena pt. "Lęk przed życiem"