Walka ze sobą i naturalne uzdrawianie

„Walka przeciw swemu losowi tylko bardziej zapędza człowieka w kozi róg. Podobnie jak zwierzę złapane w sieć: im bardziej walczy, tym mocniej zaplątuje się w pęta. Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na porażkę? Tak, ale tylko jeśli walczymy ze sobą. W terapii główny nacisk kładziemy na to, aby pomóc osobie przestać walczyć ze sobą. Ta walka jest autodestrukcyjna, wyczerpie tylko energię jednostki. Wiele osób pragnie zmiany. Jest ona możliwa, lecz trzeba zacząć się od akceptacji siebie. Zmiana jest częścią naturalnego porządku. Życie nie jest statyczne:  nieustannie wznosi się i opada. Człowiek nie musi nic robić, by rosnąć. Rozwój dokonuje się naturalnie i spontanicznie, o ile dostępna jest energia. Gdy zużywamy naszą energię, by walczyć ze swoim charakterem (losem), nie zostawiamy sobie siły na rozwój i naturalny proces leczenia. Zawsze, kiedy pacjent zaakceptował siebie, dokonywała się istotna zmiana w jego uczuciach, zachowaniach oraz osobowości.

Naturalne uzdrawianie jest obecne w strukturze i funkcji żywego organizmu. Skaleczony palec zagoi się, złamana kość zrośnie, a zakażenie samoistnie ustąpi. Ciało nie jest bańką mydlaną, która, jeśli pęknie, nie może być ponownie złożona w całość. Z pewnymi ograniczeniami los ciała zakłada odnawianie swojej jedności i utrzymywanie swych funkcji mimo zewnętrznych urazów. To odnosi się również do traum emocjonalnych i ran zadanych nam w dzieciństwie. Dlaczego neuroza nie leczy się spontanicznie, tak jak każdej innej choroby? Odpowiedź brzmi: ponieważ neurotyk zakłóca swój proces zdrowienia. Nieustannie rozdrapuje rany. Poprzez obronę lub opór nieustannie ożywia ranę. To właśnie oznacza bycie neurotykiem i tłumaczy, dlaczego można zdefiniować neurozę jako walkę przeciw losowi.

Takie ujmowanie losu nigdy nie było dalekie od poglądów Freuda. O niektórych ludziach wyrażał się, że „wrażenie jakie wywołują, jest takie, jakby ścigał ich jakiś złośliwy los lub jakby opętała ich jakaś zewnętrzna moc, ale psychoanalitycy zawsze utrzymywali, że los ten jest głównie ustalony przez nich i zdeterminowany przez wczesnodziecięce doświadczenia.” Freud zilustrował to zjawisko, opisując przypadek dobroczyńcy, którego niezmiennie opuszczają protegowani, „więc wydaje się skazany na smak goryczy niewdzięczności”; mężczyzny, którego przyjaciele ciągle zdradzają; oraz kochanka, którego wszystkie romanse kończą się w ten sam sposób. Wspomina nawet przypadek kobiety, która miała trzech mężów i każdym z nich opiekowała się na łożu śmierci.

Freud uważał, że takie obserwacje wskazują na istnienie „kompulsji powtarzania czegoś bardziej prymitywnego, bardziej podstawowego, bardziej instynktownego niż zasada przyjemności.” Freud nazywał to „instynktem śmierci”, w którym widział „kompulsję konieczną w organicznym życiu, aby odnawiać wcześniejszy stan rzeczy.” Los i instynkt mają dużo cech wspólnych. Oba mogą być opisane jako ślepe siły obecne w porządku świata. Oba mają znamiona przewidywalności. Oba są wbudowane w ciało, genetycznie lub też charakterologicznie. Jednak istnieje między nimi ważna różnica. Instynkt opisuje działanie siły, która wspiera proces życiowy. Jest aktywną zasadą. Mówimy, na przykład o instynkcie przetrwania. Z kolei los jest zasadą pasywną. Opisuje faktyczne rzeczy”

 Fragment książki Aleksandra Lowena pt. "Lęk przed życiem"