Euforia i spłaszczanie życia lęk przed seksem

 „Nie każda aktywność seksualna prowadzi do rozładowania w postaci orgazmu. Jeśli tak jest, seks lub gra wstępna mogą być wciąż bardzo przyjemne. Jednak bez orgazmu osoba traci ekstatyczne uczucie radości, jakiego można doświadczyć właśnie poprzez seks. Ten kto poznał takie doświadczenie, wie czym jest życie, gdyż euforia wybucha i rozkwita  w pełnej obfitości i splendorze, nadając życiu znaczenie. Eksplozja rozkwitu wiosny na polanie pełnej kwiatów jest magicznym aktem stworzenia, wprawiającym nas w zachwyt i budzącym podziw dla majestatu życia. To nie powolne przeobrażanie jest dla nas źródłem ekscytacji. Tajemnica tkwi w wybuchowej naturze tego fenomenu. W przypadku Van Gogha eksplozja miała miejsce nie tylko w naturze, ale również jego umyśle i obrazach.

            Wiemy oczywiście, że wybuch życia poprzedzony jest długim okresem przygotowania. Dziecko „wystrzeliwuje” w świat, ale wcześniej powoli przygotowało się na to zdarzenie. Kwiat zdaje się otwierać w nocy, ale on również ma długą historię rozwoju. Wybuch jest zawsze procesem, w którym promień światła przebija się do miejsca wcześniej spowitego w ciemnościach i dlatego wydaje się być magiczny. Jest w tym jakiś rodzaj wyzwolenia, jakby siła pierwotnie zablokowana wydostawała się na wolność. Towarzyszy mu również element stworzenia, jakby nagle pojawił się nowy początek lub nowy stan istnienia.

Jednak takie właśnie jest życie- magiczne, twórcze, pełne radości i obfitości, i ten aspekt jego wybuchowości stara się stłumić nasza kultura. Chcemy poddać kontroli procesy życia, by ustrzec się zmiennych kolei losu, ochronić się przed chorobą i śmiercią, nie zdając sobie sprawy, że aby to osiągnąć, osoba musi przekształcić życie w mechaniczne działanie. W naszych wysiłkach zmierzających do unikania dolin i przepaści, musimy również wyrzec się szczytów. Musimy spłaszczyć życie, by biegło jak linia montażowa w fabryce. W żadnym punkcie nie może ona wybić się poza bariery, przerosnąć strażników lub zaskoczyć ich nowym wytworem. Rozmawiamy kreatywnie, ale całą energię poświęcamy raczej produktywnej pracy niż kreatywności. Wielbimy „robienie”, a nie „bycie”.

            Spłaszczenie życia osiągane jest przez tłumienie seksualności. Oczywiście seks nie może być całkowicie stłumiony, ponieważ wstrzymałoby to zachowania reprodukcyjne. To, co jest tłumione, to impulsywny, wybuchowy, czarowny aspekt seksualności. W przeszłości osiągano to poprzez kodeks moralny, który ograniczał jej ekspresję. Ukrytym nakazem tego kodeksu było to, że osoba nie powinna w pełni poddać się popędowi seksualnemu. Takie nakazy, które ograniczają życie, są ignorowane, gdy je dostrzegamy, ale w efekcie prowadzą do zahamowania naturalnej i spontanicznej ekspresji uczuć seksualnych. Dziś, w dużym stopniu, odrzuciliśmy ten kodeks, usuwając wszelkie granice w wyrażaniu seksualności, jednak zrobiliśmy to w taki sposób, by uczynić życie jeszcze bardziej płaskim. Wykorzystując seks do celów komercyjnych, pokazując go w wulgarny, pornograficzny sposób, rzucając chłodne światło wiedzy naukowej na jego tajemnice, zapobiegamy budowaniu się podniecenia, poprzez które może pojawić się jakakolwiek wybuch lub eksplozja. W naszych czasach seks stał się produkcją, a nie tworzeniem.

            Seks jest najbardziej intensywnym przejawem życia. Kontrolując seks, osoba kontroluje życie. Nie chcemy powstrzymać procesu życia. To, czego chcemy, to potrzeba, by płynęło ono gładko, w ustalony i regularny sposób- przewidywalny jak maszyna. Boimy się kipiącej, wzburzonej jakości. Boimy się, że jeśli wybuchnie, możemy przestać istnieć. Jeśli wzniesie się jak fontanna, to runie w dół  jak kaskada. Możemy bawić się seksem w najbardziej zmysłowy sposób, ale śmiertelnie boimy się wybuchu radości i ekstazy podczas orgazmu. Reich nazwał to „lękiem przed orgazmem”. Według niego, i mnie również, leży on u podstawy zachowań neurotycznych.

Bliskie powiązania seksu i śmierci są dobrze znane. Francuzi nazywają orgazm la petite mort: mała śmierć. Ego jest wyłączone podczas pełnego orgazmu, a zatem jest on doświadczany przez ego jako mała śmierć. W książce Miłość i orgazm napisałem: „Intymny, psychiczny związek pomiędzy orgazmem a śmiercią jest symbolizowany przez koło lub grotę, która symbolizuje zarówno łono, jak i grób. Lęk przed orgazmem, czyli lęk przed unicestwieniem ego obezwładniający jednostkę neurotyczną w momencie nadchodzenia pełnego szczytowania podczas seksu, jest postrzegany jako lęk przed śmiercią.”

            Większość z nas nie doświadcza lęku przed śmiercią w czasie zbliżania się do orgazmu, ponieważ nieświadomie powstrzymujemy rozładowanie, pozwalając tylko na zajście częściowego wyzwolenia. Tak więc nie umieramy, ale też nie rodzimy się na nowo. Pełne rozładowanie podczas orgazmu blokują napięcia w miednicy. Powiązałem te napięcia z lękiem przed kastracją, który jest również blisko związany z pojęciem śmierci. Ten związek ukazuje następująca relacja jednego z moich pacjentów, którego nazwę Mike. Powiedział mi: „Na ostatniej sesji pracowałeś nad moją miednicą, a ja czułem, jakby dół ciała odpadł od reszty. To było tak, jakby uszła ze mnie energia. Spłynęła ze mnie i czułem się, jakbym umarł, to była mała śmierć. Potem zaatakował mnie jakiś wirus i czułem się tak słaby jak nigdy. Nie odczuwałem żadnego podniecenia seksualnego. Przeraziłem się, że już nie dojdę do siebie i że umrę, że odpłynę w otchłań. Poczułem się bardzo przygnębiony. Trwało to trzy tygodnie. Moja energia powracała bardzo powoli.”.

            To doświadczenie uświadomiło mu, że śmierć była w jakiś sposób powiązana z jego lękami seksualnymi. Powiedział: „Mam podkrążone oczy od okresu dojrzewania. Na zdjęciach wyglądam jak szczęśliwe dziecko. Dojrzewanie było moim najgorszym okresem w życiu. Wtedy byłem wyczerpany, przygnębiony i miałem myśli samobójcze. Czułem się zagubiony. Zawsze szukałem dziewczyny, która by mnie ocaliła, która by mnie pokochała, która sprawiłaby, że poczułbym, że żyję.”.

            Z kolejnych materiałów jakie dostarczył Mike wiedziałem, że życie było dla niego tożsame z podnieceniem seksualnym. Jest to powszechnie występujące porównanie, ponieważ większość ludzi intensywnie odczuwa swą żywotność, gdy są podnieceni seksualnie. Z tego powodu rozładowanie podniecenia może być odczuwane jako umieranie. Byłoby to prawdą, jeśli osobie nie udałoby się osiągnąć wybuchowego szczytowania i w zamian odczuwałby jak odpływ podniecenia. I może to mieć miejsce, gdy osoba boi się rozładowania orgastycznego i tuż przed orgazmem „odpływa”. Z drugiej strony orgazm pozostawia w osobie uczucie satysfakcji i poczucia bycia spełnionym (pełnym, nie pustym).”

 Fragment książki Aleksandra Lowena pt. "Lęk przed życiem"