Lęk przed upadkiem

 „Lęk prze upadkiem prowadzi nie tylko do postania lęku przed wysokością, ale równie ż lęku przed każdą sytuacją, która mogłaby  wywołać doznania upadania. W języku angielskim mamy dwie takie sytuacje: fallingasleep (zasypianie) oraz falling in love (zakochiwanie się). Możemy jednak zapytać, czy nie są to jedynie dosłowne wyrażenia? W jakim sensie przejście ze stanu ożywienia w sen przypomina upadek? Jeśli coś je łączy na poziomie ciała, będziemy mogli zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi ma problem z zasypianiem i potrzebuje środków uspokajających, aby przejść ze świadomości w stan nieświadomości.

  Przejście to od dawna było postrzegane jako ruch w dół. W rzeczywistości, jeśli mielibyśmy zasypiać na stojąco, upadlibyśmy tak jak osoba, która mdleje lub traci przytomność. Jednak niewielu z nas kiedykolwiek zasnęło w pozycji stojącej. Zasypiamy, gdy się położymy. Zatem doznanie upadku musi wypłynąć z ruchu wewnętrznego, który pojawia się w ciele, gdy daną osobę ogarnia sen.

  Podpowiedzi dostarcza nam wyrażenie „zapadać w sen”, i rzeczywiście można obserwować taki proces. Zaczyna się on od uczucia senności. Ciało, a szczególnie oczy, głowa i kończyny, nagle stają się ociężałe. Senna osoba ma spore trudności z utrzymaniem otwartych oczu czy utrzymaniem głowy prosto. Głowa opada, gdy osoba przysypia. Kończyny zdają się niezdolne do utrzymania ciężaru ciała. Zapadanie w sen przypomina zapadanie się w głąb ziemi. Osoba ma silną potrzebę, by się położyć i zakończyć walkę przeciw sile grawitacji.

  Czasami sen przychodzi szybko. Niekiedy zaś rozwija się stopniowo, a osoba odczuwa postępującą utratę czucia w poszczególnych częściach ciała. Zauważyłem, że gdy leżę obok mojej żony, a moja ręka spoczywa na jej ciele, najpierw tracę świadomość jej ciała, a potem własnej ręki. Gdy jednak zbyt dużo uwagi poświęcam własnym doznaniom, budzę się. Uwaga jest funkcją świadomości i ją ożywia. W moim przypadku sen zwykle przychodzi szybko i zanim się zorientuje, to już głęboko śpię. Oczywiście, nie można wiedzieć, że się śpi. Funkcja wiedzy jest wykluczona przez sen.

  W zasypianiu następuje wycofanie pobudzenia oraz energii z powierzchni ciała oraz umysłu. Takie samo wycofanie energii następuje w procesie upadania, dlatego obie sytuacje są identyczne pod względem energetycznym. Oczywiście, różni je to, że jedno z nich grozi zranieniem, gdy upadnie się na ziemię, podczas gdy zasypianie jest bezpieczne. Pomimo to możemy powiązać lęk przed upadkiem z zasypianiem ze względu na podobną dynamikę obu procesów. Chodzi tu o zdolność jednostki do wycofania kontroli ego, ponieważ jest to konieczne, aby energia mogła zostać wycofana zarówno z powierzchni umysłu, jak i z powierzchni ciała. Gdy kontrola ego utożsamiana jest z przetrwaniem, na przykład u ludzi, którzy funkcjonują głównie dzięki swej sile woli, nieświadomie unika się wycofania kontroli ego, a sytuacje, które tego wymagają, budzą lęk.

  Lęk neurotyczny wynika z wewnętrznego konfliktu pomiędzy energetycznym ruchem ciała a nieświadomą kontrolą lub blokadą, która powstała, aby ograniczyć taki ruch. Tymi blokadami są przewlekłe napięcia mięśniowe, głównie w mięśniach prążkowanych lub mięśniach podległych kontroli wolicjonalnej, którymi zwykle można kierować ego. Powodują one utratę świadomej kontroli ego. Nie oznacza to, że kontrola została zniesiona, ale że stałą się nieświadoma. Nieświadoma kontrola ego jest jak dozorca lub strażnik, nad którym ego lub osobowość utraciły władzę. Zaczyna funkcjonować w osobowości jako niezależny byt, który zyskuje tym większą władzę, im więcej jest w ciele przewlekłych napięć.. Pobudzenie, rozładowanie, przepływ oraz ruch są życiem ciała, które strażnik musi ograniczyć i hamować w imię swego przetrwania. Osoba chce popłynąć z prądem, ale strażnik mówi: „Nie, to zbyt niebezpieczne”. Jako dzieci byliśmy podobnie ograniczani, gdy karano nas lub karcono zbyt hałaśliwe, zbyt aktywne, zbyt żywiołowe zachowanie.

  Wszyscy wiemy, że upadek jest mniej niebezpieczny, jeśli osoba porzuci wszelkie próby kontroli ego. Tak naprawdę, jeśli pełna lęku osoba będzie próbowała kontrolować upadek, może coś jej się stać, zanim jeszcze uderzy o ziemię. Złamanie kości wywołuje gwałtowny skurcz mięśni. Dzieci, których kontrola ego jest niewielka, oraz osoby w stanie upojenia alkoholowego, których kontrola ego została osłabiona, zwykle upadają bez większych urazów. Sekret upadania tkwi w tym, aby mu się poddać, pozwalając bez uczucia lęku strumieniom energii przepływać przez ciało. Właśnie dlatego niektórzy sportowcy, na przykład piłkarze, ćwiczą upadek, by uniknąć kontuzji.

  Nie wszyscy neurotycy cierpią na lęk przed upadkiem. Wspomniałem, że uczucie to może zostać zablokowane. Tak było w przypadku Billa, wspinacza. Niewykluczone, że to uczucie będzie stanowiło źródło lęku. Jeśli osoba może powstrzymać przepływ pobudzenia lub zapobiec jego percepcji,  lęk zniknie. Tłumaczy to, dlaczego wszyscy neurotycy mają problemy z zasypianiem, Zasypianie wywołuje lęk tylko wtedy, gdy osoba odczuwa brak energii. Jeśli nie występują wrażenia związane z przejściem ze stanu świadomości do snu, lęk nie pojawia się.

  Odczucie to nie jest przerażające samo w sobie; może być nawet przyjemne. Jeśli jednak staje się przerażające, dzieje się tak w wyniku wycofania energii z powierzchni ciała, co skutkuje stanem gaśnięcia świadomości, przypominjącym umieranie. Takie zanikanie ma miejsce podczas śmierci, tyle że śmierć jest nieodwracalna.  Powinniśmy być świadomi, że na pewnym poziomie powiązań pomiędzy zasypianiem a umieraniem niemożliwe byłoby porzucenie kontroli nad procesami życiowymi.

  W książce Zdrada ciała opisałem przypadek młodej kobiety, która doświadczyła takiego lęku. Opisała swój sen następująco: „Miałam intensywne doświadczenie rzeczywistości śmierci – co znaczy być pochowanym i czekać, aż ciało się rozłoży”

  Po czym dodała : „Uświadomiłam sobie, że to mnie czeka, tak jak każdego z nas. Jako dziewczyna nie mogłam zasnąć, ponieważ bałam się, że obudzę się w trumnie. Byłabym w pułapce bez wyjścia”.

  Stwierdzenie to zawiera dziwną sprzeczność. Osoba, która umiera we śnie, nie budzi się przecież w trumnie. Kobieta bała się śmierci, ale równie mocno bała się wpadnięcia w pułapkę, co jest przyrównywane do śmierci, ponieważ życie to ruch. Śmierć to niezdolność do poruszania się, jak również znalezienie się w pułapce. W przypadku tej pacjentki przytomność to coś więcej niż świadomość; to podwyższona czujność, aby nie dać się złapać. Zasypianie wymusza uśpienie również tej czujności, a więc stanowi zagrożenie życia lub uwięzienia.

  Kontynuując interpretację tej opowieści, uznałbym, że trumna symbolizuje ciało kobiety. Zwykle pierwszą rzecz, jakiej jesteśmy świadomi, gdy się budzimy, jest ciało. Świadomość powraca zgodnie z kolejnością w jakiej nas opuszczała – najpierw jest ciało, zaś potem – otaczający nas świat. Wiele zatem zależy od tego, jak osoba doświadcza swojego ciała. Jeśli jest ono pozbawione życia, będziemy je odczuwać jak trumnę, która więzi duszę. Będzie również podlegać procesom rozpadu i gnicia tak ja martwe ciało. Budzenie się w ożywionym ciele, w którym ma miejsce przepływ życia, jest tak samo przyjemne jak poddawanie się zmęczonemu ciału, które potrzebuje odpoczynku.

  Gdy zasypiamy, w ciele dzieją się pewne bardzo przyjemne rzeczy. Troski dnia odchodzą w niepamięć, wycofujemy się ze świata i wkraczamy  w stan odpoczynku, ciszy i spokoju. Zmiana jest niezauważalna w sposobie, w jaki oddycha osoba. Często możemy poznać, że osoba leżąca obok zasnęła, obserwując zmiany w jakości i rytmie jej oddechu. Oddech staje się głębszy i lepiej słyszalny. Rytm jest wolniejszy i bardziej wyrównany. Zmiana ta jest wynikiem rozluźnienia przepony. Osoba rozluźnia się we śnie, aby obniżyć energię organizmu. Takie samo rozluźnienie przepony następuje w momencie zakochania się oraz orgazmu.

  W starożytnej filozofii przepona, która stanowiła punkt wyjściowy, dzieliła ciało na dwie części. Przepona – mięsień o kształcie kopuły – przypomina planetę Ziemię. Rejon nad przeponą wiązano ze świadomością, z dniem; był to obszar światła. Okolica poniżej przepony przynależała do nieświadomości, w nocy; był to obszar ciemności. Symbol świadomości stanowiło słońce. Wschód słońca daje początek światłu dziennemu i odzwierciedla rosnące pobudzenie w ciele, które rodzi się w centrum brzucha i kieruje się w górę, do klatki piersiowej i głowy. Ten przepływ uczucia zaowocował przebudzeniem świadomości. Odwrotnością tego procesu jest sen. Zachód słońca, lub jak widzieli to ludzie prymitywni, czas, gdy słońce zanurza się w oceania, odpowiada przepływowi pobudzenia ku dolnej części ciała, do okolic poniżej przepony.

Brzuch jest symbolicznym odpowiednikiem ziemi i morza, które są obszarami ciemności. Jednak to właśnie w tym rejonie – w brzuchu – rodzi się życie. Tu zamieszkują tajemnicze siły procesów życia i śmierci. Tu również mieszkają duchy ciemności, których siedliskiem są dolne obszary ciała. Gdy prymitywne wierzenia powiązano z moralnością chrześcijańską, dolne rejony przypisano diabłu: księciu ciemności, który nęcił ludzi, by ulegli pokusie seksualnej. Siedlisko diabła znajdujące się w głębi ziemi, ale i w głębi brzucha, gdzie płonie ogień pożądania. Poddanie się namiętnościom może doprowadzić do orgazmu, w których świadomość ulega zamgleniu, a ego – zanikowi. Zjawisko to nazywamy „śmiercią ego”. Z seksem wiąże się również woda; prawdopodobnie wynika to z faktu, że życie zrodziło się w morzu. Lęk przed utonięciem, który wiele pacjentów wiąże z lękiem przed upadkiem, można odnieść do lęku przed poddaniem się uczuciom seksualnym.

  Miłość jest przez nas tak bardzo wyidealizowana, że pomijamy jej bliską i intymną więź z seksem, szczególnie jeśli chodzi o jego erotyczne i zmysłowe aspekty. Zdefiniowałem miłość jako oczekiwanie na doznanie przyjemności, ale to właśnie seksualna przyjemność skłania do zakochania się. Z punktu widzenia psychologii w związku z ukochaną osobą konieczne jest poddanie ego wobec ukochanej osoby, która staje się dla nas ważniejsza niż własne ego. Towarzyszy temu ruch opadania w ciele – przypływ pobudzenia w dół podbrzusza i miednicy. Taki ruch wywołuje cudowne doznania topnienia. Osoba dosłownie topnieje z miłości. Identyczne doznania, które nie są ograniczone jedynie do okolicy genitalnej, pojawiają się podczas bardzo silnego pobudzenia seksualnego. Poprzedzają one orgazm.

  Co dziwne, akt upadania wywołuje podobne odczucia i dlatego właśnie dzieci tak bardzo kochają huśtawki. Poddając się rytmowi opadania w dół, pozwalamy, by przez ciało przepływały prądy rozkosznych doznań. Niektórzy z nas je pamiętają. Można również ich doświadczyć na kolejkach górskich. Jestem pewien, że to właśnie dlatego one są tak bardzo popularne. Wiele czynności, które zawierają element upadania, wzbudza również pozytywne odczucia, na przykład nurkowanie, skorki na trampolinie itd.

  Kluczowym elementem tego zjawiska jest rozluźnienie przepony, dzięki czemu pobudzenie obejmuje także dolne części ciała. Staje się to jasne, gdy uświadomimy sobie, że wstrzymanie oddechu podczas tych czynności wywołuje lęk i niszczy całą przyjemność. To samo dzieje się podczas seksu. Jeśli osoba odczuwa lęk przed spontanicznym poddaniem się i wstrzymuje oddech, nie pojawi się opisane wyżej uczucie topnienia, a szczytowanie będzie tylko częściowo satysfakcjonujące.

  Może się wydawać, że określenie falling in love (zakochiwanie się) zawiera pewną sprzeczność. Gdy bowiem jesteśmy zakochani, czujemy, że unosimy się wysoko w chmurach. Jak można spaść w górę? Jednak upadek jest jedyną drogą prowadzącą do osiągnięcia stanu biologicznego wyżu. Skoczek, który skacze na trampolinie, upada, zanim wzbije się w powietrze; mocno odbija się od trampoliny, a potem odpycha się od niej przy wyskoku. Z kolei  wznoszenie się pozwala na kolejny ruch w dół, którego efektem jest kolejny wzlot. Jeśli orgazm stanowi wielki upadek, to będzie on wynikiem bardzo satysfakcjonującego aktu seksualnego. Gdy jesteśmy zakochani, chodzimy w chmurach, ale dzieje się tak dlatego, że wcześniej pozwoliliśmy sobie na upadek. 

  Aby zrozumieć, dlaczego upadek ma tak potężny wpływ, powinniśmy pomyśleć o życiu jako o ruchu. Brak ruchu to śmierć. Nie chodzi tu jednak o ruch poziomego przesunięcia w przestrzeni, który zajmuje nam tak wiele czasu. Jest to pulsacyjne wznoszenie się i opadanie fizjologicznegopobudzenia, wstawanie i kładzenie się, skakanie i podskakiwanie, wieczne dążenie do czegoś więcej. Mamy wciąż potrzebę na stabilne podłoże, na ziemię, do rzeczywistości naszej egzystencji. Tak wiele naszej energii poświęcamy na to, by wznieść się wyżej i osiągnąć więcej, że często trudno jest nam zejść na dół i odpuścić. Zostajemy zawieszeni i bimy się upadku. A jeśli przestraszymy się upadku, będziemy nieustannie próbowali się wznieść coraz wyżej, jakbyśmy w te sposób mogli zyskać większe poczucie bezpieczeństwa. Dzieci, u których lęk przed upadkiem rozwija się w okresie niemowlęctwa, w życiu dorosłym odczuwają przymus osiągania coraz poważniejszych celów. Gdy osoba w swej wyobraźni oddala się zbyt daleko, pojawia się niebezpieczeństwo obłędu – izolacji, pustki i  smutku. Przekroczenie ziemskiej atmosfery wyprowadza nas z równowagi. Zbawienny wpływ grawitacji – ziemski uścisk naszych ciał – zostaje utracony, a wówczas łatwo o dezorientację.

  Sen i seks są ze sobą blisko związane, ponieważ po satysfakcjonującym akcie seksualnym najlepszy jest właśnie sen. Wiemy, że seks jest najlepszym antidotum na lęk. Aby jednak seks dawał takie efekty, osoba musi poddać się uczuciom seksualnym. Niestety, lęk przed upadkiem zostaje powiązany z seksem i ogranicza jego naturalną funkcję jako głównego kanału rozładowania napięcia i pobudzenia. Wciąż  możemy odbywać akt seksualny, jednak wyłącznie na poziomie horyzontalnym z energetycznego punktu widzenia. I nie występuje tu ani rozładowanie podczas upadku, ani rozładowanie podczas wzlotu. Musimy pomagać pacjentom w przezwyciężeniu lęku przed upadkiem, jeśli mają oni w pełni cieszyć się seksem i snem, zregenerować swój organizm i wypocząć.”

„Bioenergetyka. O tym, jak poprzez ciało leczyć problemy umysłu” Alexander Lowen