Ugruntowanie

   „W Bioenergetyce ugruntowanie oznacza sięgnięcie pacjenta na ziemię. Jego przeciwieństwem jest stan zawieszenia. Jednak podobnie jak wiele innych koncepcji w Bioenergetyce, ma ono również znaczenie dosłowne: dotyczy mianowicie ustanowienia prawidłowego kontaktu z ziemią.

  Większość ludzi myśli, że stoi na ziemi. W sensie technicznym mają oni rację. Nie można jednak zauważyć różnicy, jeśli się tego nie doświadcza. Kilka lat temu, podczas jednej z moich wizyt w Esalen w ramach jednego z odbywających się co pól roku seminariów nauczycielskich Bioenergetyki, spotkałem młodą kobietę, która prowadziła zajęcia t’ai chi dla gości  i rezydentów. Powiedziała mi, że pomimo wykonywanych ćwiczeń bioenergetycznych nigdy nie udało jej się wywołać wibracji w nogach. Widziała, że pojawiają się one u innych uczestników warsztatu i zastanawiała się, dlaczego u niej tak się nie działo. Zastosowałem trzy ćwiczenia. Pierwsze polegało na przybraniu pozycji łuku. Miała ona pomóc w prawidłowym ustawieniu ciała i pogłębieniu oddychania. U niektórych osób w reakcji na to ćwiczenie pojawiają się wibrację w nogach, jednak nie stało się tak u tej kobiety. Jej nogi były zbyt napięte i sztywne. Aby przełamać sztywność i spowodować pojawienie się wibracji, potrzebne były większe napięcie. Poprosiłem więc kobietę, by stanęła na jednej nodze ugiętej w kolanie, opierając się o krzesło ustawione z boku dla równowagi. Cały ciężar ciała spoczywał na ugiętej nodze. . Miała utrzymać pozycję możliwie najdłużej, a w momencie gdy ból byłby za silny – upaść na ułożony przez nią koc. Wykonała dwukrotnie to ćwiczenie, zmieniając nogę. W trzecim ćwiczeniu kobieta miała pochylić się do przodu, delikatnie uginając kolan  i dotykając ziemi opuszkami palców.

  Rezultatem pierwszych dwóch ćwiczeń był pełniejszy i głębszy oddech. Podczas wykonywania trzeciego ćwiczenia, które wywołuje napięcie jedynie w ścięgnach podkolanowych, o ile są przykurczone, w jej nogach pojawiły się wibracje. Została w tej pozycji jeszcze przez chwilę, odczuwając wrażenia napływające z całego ciała. Gdy wstała, powiedziała: „Przez całe życie byłam na nogach. Teraz, po raz pierwszy, czuję że jestem w nogach”. Wierzę, że to samo może obecnie powiedzieć wielu ludzi.

  W poważnych przypadkach jednostka może praktycznie nie mieć czucia w stopach. Przypomina mi się inna młoda kobieta, która była bliska zachorowania na schizofrenię. Na umówione spotkanie stawiła się w trampkach, choć był to deszczowy, zimowy dzień w Nowym Jorku. Kiedy je zdjęcia, dostrzegłem, że jej stopy są sine z przemarznięcia. Gdy jednak spytałem, czy jest jej zimno w stopy, odpowiedziała, że nie. A zatem nie czuła swoich stóp.

  Kiedy przedstawiam techniki bioenergetyczne w grupie specjalistów, po zapoznaniu ich z koncepcją ugruntowania proszę o wykonanie kilka prostych ćwiczeń wywołujących wibracje. To zjawisko zwiększa odczuwanie i świadomość własnych stóp oraz nóg. Kiedy tak się dzieje, bardzo często słyszę: „Teraz dopiero naprawdę czuję moje stopy i nogi”. Dzięki temu doświadczeniu zyskują oni pojęcie, czym jest ugruntowanie, oraz dowiadują się, że można poczuć lepszy kontakt ciała z podpierającą je ziemią.

  Jednak kilka ćwiczeń nie zdoła w pełni ugruntować osoby. Niezbędna jest regularna praktyka, dzięki której można uzyskać i podtrzymać uczucie zakorzenienia. Kiedy niedawno pracowałem z moimi nogami, zdałem sobie sprawę, jak zablokowane są okolice moich kostek. Choć, nie są tak sztywne, jak większość kostek, jakie widzę, to nie można również o nich powiedzieć, że są tak swobodne, jak powinny. Pewnego razu, podczas warsztatów bioenergetycznych, które prowadziłem wraz z żoną, moje nogi zatrzęsły się tak gwałtownie, że obawiałem się, czy utrzymam równowagę. Nie upadłem, choć przyznam, że to było dla mnie nowe doświadczenie. Mógłbym przypisać te problemy mojemu wiekowi, ponieważ mam ponad 63 lata. Wolę jednak myśleć, że mam jeszcze szerokie perspektywy rozwoju, które mogę wykorzystać, jeśli tylko będę lepiej ugruntowany. Dlatego wciąż pracuję nad sobą.

  Z punktu widzenia Bioenergetyki funkcja ugruntowania organizmu niczym nie różni się od obwodu elektrycznego wysokiego napięcia. Jest zaworem bezpieczeństwa nadmiaru pobudzenia. Nagły wzrost energii w systemie elektrycznym może go częściowo przepalić lub doprowadzić do rozniecania ognia. W przypadku osobowości nagły wzrost pobudzenia może być niebezpieczny, jeśli osoba nie jest ugruntowana. Jednostka może wtedy popaść w stan histerii, dezintegracji, doświadczyć lęku lub załamania. Niebezpieczeństwo jest szczególnie duże u osób, które są słabo ugruntowane, na przykład u schizofreników z syndromem borderline. Ja  i moi współpracownicy pracujemy z takimi osobami, równoważąc ćwiczenia, które zwiększają poziom pobudzenia (oddychanie), z ćwiczeniami, które je rozładowują(wyrażanie uczuć) oraz ćwiczeniami ugruntowującymi. Jeśli osoba opuszcza warsztat w stanie euforii, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nastąpi gwałtowny spadek nastroju. Gdy osoba jest na to przygotowana i umie sobie radzić w takiej sytuacji, nic jej nie zaraża. Jeśli jednak czuje się silna i zadowolona, prawdopodobnie stan taki będzie trwały.

  Obecny stan wiedzy nie jest w stanie wyjaśnić energetycznego połączenia stóp z ziemią. To, że ono istnieje, jest dla mnie oczywiste. Wiem jednak z całą pewnością, że im lepszy kontakt z ziemią ma osoba – im stabilniej stoi na ziemi – tym większa jest jej tolerancja  na pobudzenia i tym więcej uczucia może pomieścić. Dlatego właśnie ugruntowanie jest głównym celem pracy bioenergetycznej. Można zastanawiać się, dlaczego to jest takie trudne? Bez wątpienia ruch w dół wywołuje większy lęk niż ruch do góry. Na przykład, lądowanie samolotu bardziej nas niepokoi niż jego start. U większości ludzi ruch w dół wywołuje lęk przed upadkiem, który zwykle jest tłumiony. Chciałbym teraz opisać kilka trudności z tym związanych, które pojawiają się gdy w ciele pojawia się energia i przepływ pobudzenia.

  Zwykle pierwsze uczucie, które pojawia się w przypadku ruchu w dół, to smutek. Jeśli osoba go zaakceptuje i podda się tym uczuciom, zacznie płakać. Mówimy wtedy o wybuchu płaczu. Głęboki smutek jest obecny u każdej osoby, która cierpi z powodu stanu zawieszenia. Wielu ludzi wolałoby zostać w tym stanie, niż poczuć swój smutek, który bardzo  często graniczy z rozpaczą. Można stawić czoła rozpaczy i pozwolić sobie odczuć smutek, jeśli mamy wsparcie wyrozumiałego terapeuty. Chciałbym jednak zaznaczy ć, że nie jest to łatwe przedsięwzięcie. Smutek i płacz są zamknięte w rejonie brzucha, w którym kumuluje się pobudzenia – niezbędny element seksualnego rozładowania i satysfakcji. Droga do radości prowadzi przez cierpienie.

  Głębokie odczucia seksualne odczuwane w miednicy mogą być przerażające dla wielu osób. Jednostka jest w stanie tolerować ograniczone pobudzenie genitaliów, które łatwo rozładować i które nie wymaga całkowitego poddania się konwulsyjnym ruchom orgazmicznym. Słodycz i uczucie topniejącej seksualności, które pojawia się w rejonie miednicy, wymagają takiego poddania się, co wzbudza lęk przed utratą kontroli – jeden z aspektów lęku przed upadkiem. Problem, który pojawia się podczas terapii, nie ma natury genitalnej, lecz seksualną – to lęk przed uczuciem poddania się płomiennemu pożądaniu, który rozpala okolice brzucha i miednicy. 

  Na koniec dodam, że istnieje jeszcze lęk przed staniem na własnych nogach, którym przywodzi na myśl samotność. Każda dorosła osoba jest autonomiczną jednostką; taka jest rzeczywistość. Przekonałem się jednak, że większość ludzi niechętnie ją akceptuje, ponieważ wiąże autonomię z samotnością. Pod pozorem niezależności kurczowo trzymają się związków, zostają na nich „zawieszeni”, przez co osłabia się ich wartość. Obecny jest również lęk przed tym, by „odpuścić” i stanąć na własnych nogach. Jeśli jednak to zrobimy, odkryjemy, że nie jesteśmy sami, ponieważ związek się umocni i da więcej satysfakcji obu stronom. Samo dokonywanie zmiany nastręcza trudności, bowiem w okresie przejściowym pomiędzy „odpuszczeniem” a mocnym stąpaniem po ziemi dana osoba doznaje uczucia spadania w dół, czemu towarzyszy lęk.”

„Bioenergetyka. O tym, jak poprzez ciało leczyć problemy umysłu” Alexander Lowen