Prawdziwe przyczyny chorób

7. 2. Źródło chorób

      Już raz wspomniałem o tym powiedzeniu, że przyzwyczajenia człowieka stają się z biegiem czasu jego drugą naturą. Wiele nałogów trapiących ludzi, tłumaczy się silnym przyzwyczajeniem.

     Na przykład, jest wiele ludzi na świecie, którzy od ponad 90 lat przyzwyczaili się do pewnej struktury rządu. Pomimo tego, że ona nie zdała egzaminui dzisiaj już prawie nie istnieje, twierdzą jednak dalej, że jest to jedyny kierunek, przy którym człowiek będzie żył w dobrobycie i szczęściu, chociaż istnieją tysiące dowodów z przeszłości, które temu przeczą.

     Podobnie ma się rzecz (a nawet gorzej) z pewną dziedziną nauki, w której wyuczeni ludzie przyzwyczaili się do pewnych ukierunkowanych twierdzeń i to od wielu stuleci! Trudno też się dziwić, że do dzisiaj ciągną za sobą ten wózek na kanciastych kołach, uporczywie twierdząc, że jest to jedyne i najlepsze rozwiązanie transportu kołowego.

      Od zarania dziejów człowiek zawsze starał się znaleźć przyczynę swych chorób i niedomagań. W poszukiwaniach dochodził do różnych wniosków, międzyinnymi do tego, że to złe duchy lub demony zsyłają na ludzi różne choroby, a osoby nimi dotknięte nosiły miano opętanych!

      Oczywiście, aby uwolnić się od owych chorób, trzeba było złe duchy wypędzać! Ten mit przetrwał aż do czasu pojawienia się wiedzy medycznej, jako nowego zwiastuna i gwaranta powrotu do zdrowia. Od tego czasu, nikt już nie miał i nie ma do dziś żadnych wątpliwości i zastrzeżeń co do kierunku wiedzy medycznej oprócz pewnego lekarza z Ohio, USA.

      Był nim czołowy amerykański lekarz i badacz w dziedzinie toksykologii na przełomie XIX i XX wieku, dr med. John H. Tilden. Dokonał on pewnego odkrycia, obalając stare hipotezy wiedzy medycznej i ustanowił nowe na polu walki z chorobami. W związku z tym wypowiedział się jednoznacznie na temat istniejącego sposobu myślenia o przyczynach powstawania chorób, pisząc:

     Wiedza medyczna jest ugruntowana na fałszywym założeniu, a mianowicie, że choroby są powodowane wpływem czynników zewnętrznych, czyli że one przychodzą z zewnątrz, jak złe duchy. Wielowiekowe dziedzictwo mitologicznych obciążeń stało się bardzo wyraźne, kiedy człowiek wpadł na teorię zarazków chorobotwórczych. One zastąpiły miejsce złych duchów. Była to odpowiedź na instynktowny, ludzki zew opętania przez złe duchy, demony, które trzeba wypędzić. Nareszcie znalazło się w pełni nowoczesne wytłumaczenie wszelkich uszczerbków i niedomagań zdrowotnych.

       Od tego czasu trwa dalej walka z demonami, z tą różnicą, że teraz dostały one nowe imiona, jak: bakterie, zarazki chorobotwórcze, wirusy i kto wie, jakie jeszcze będą wymyślone, a miejsce egzorcysty zajął lekarz. Przy tym wszystkim muszę dodać, że zarazki i bakterie są tymi ostatnimi winowajcami i ostatnim powodem wszelkich źródeł chorobowych.

       Inaczej mówiąc, NIE zarazki, wirusy i bakterie są bezpośrednią przyczyną naszych chorób, lecz chory grunt, na którym one lądują. Przygotowany on jest przez szlam, niestrawione resztki pokarmu, odpady wydzielania wewnętrznego i inne toksyny z ich kwasami. To jest ten nawóz, czyli gnój, który jakby sam zaprasza owe wirusy, zarazki i bakterie. A one, ci domniemani wrogowie, są w zasadzie naszymi sprzymierzeńcami i pomocnikami, którzy nas podtrzymują, zżerając rozkładające się śmiecie naszego organizmu.

      Na pewno jesteś zaskoczony tym, że prawda ma właśnie takie oblicze. Dr Tilden pisze, że wszystko zaczyna się od naruszenia i rabunkowej gospodarki rezerwami energii zdeponowanej na naszym, znanym już nam koncie siły życiowej. Bez niej nie będzie funkcjonował żaden organ.

     Wydzielanie wewnętrzne zajmuje się montażem nowych tkanek i odtransportowywaniem starych, odrzuconych przez organizm. Odrzucona tkanka, która znajdzie się we krwi, gotowa do transportu, musi być natychmiast odprowadzona i wydalona, ponieważ odrzucona tkanka jest toksyczna, czyli w tym stanie jest trucizną. Proces budowy nowych tkanek i odprowadzanie obumarłych pochłania pewien zasób energii. Jest to pierwszy spośród innych procesów koniecznych.

       Do tego dochodzi całe towarzystwo procesów niekoniecznych, jak: lęk, zmartwienia, strach, rozkosze życia, szok, samolubstwo, egoizm, fałszywa ambicja, zazdrość, zawiść, złość, nienawiść, nadmierne uczucia, obżarstwo i inne.

       Jeżeli każdy lub iluś z tych kompanów potrąci sobie swoją część z konta siły życiowej, to możemy mówić już nie tylko o osłabieniu, ale o zupełnym wyczerpaniu. Wyczerpanie czy osłabienie nie jest jeszcze chorobą. Ono tylko powoduje, że wydzielanie wewnętrzne jest osłabione i staje się coraz powolniejsze, przez co krew coraz bardziej obciąża się toksynami, tracąc swoją prędkość w krwiobiegu. Ten stan dr Tilden nazywa chorobą, czyli toksemią, inaczej mówiąc – zatruciem krwi!

       Dr J. Tilden pisze:

      Jeżeli zawartość trucizn we krwi przekroczy granice tolerancji, zaczyna się pewien kryzys, który jest niczym innym jak stanem wydalania trucizn. Ten stan nazywamy chorobą, chociaż właściwą chorobą jest toksemia. To, co my przyzwyczailiśmy się nazywać chorobą, to są symptomy, czyli oznaki choroby, wywołane wzmocnionym wydzielaniem toksyn przez błony śluzowe.

      Gdy wydzielanie odbywa się przez nos, nazywamy to katarem lub przeziębieniem. Jeżeli taki kryzys powtarza się często, następuje zgęszczenie błony śluzowej i tworzą się wrzody ropne. W tym stadium rozwija się katar sienny lub astma. Gdy kryzysem toksemicznym będą dotknięte migdały, gardło lub inne organy dróg oddechowych, wtedy mówi się o zapaleniu migdałów, jamy ustnej, gardła, oskrzeli lub płuc.

      Ale, co znaczą te wszystkie nazwy? To są tylko symptomy wydalania toksyn z krwi w poszczególnych miejscach. Te oznaki chorobowe posiadają ten sam charakter i powstają tylko z jednej przyczyny: To jest kryzys toksemii. Ten opis dotyczy każdego innego narządu w organizmie. Każdy z nich może być mniej lub bardziej osłabiony przez: stres, strach, złe przyzwyczajenia, skaleczenia itp. Każdy organ w tym wypadku może stać się miejscem toksycznego kryzysu. Symptomy zmieniają się w zależności od dotkniętego kryzysem narządu, dając złudny obraz, jakby każdy kompleks symptomatyczny był inną samodzielną chorobą.

      Dzięki rozpoznaniu i zrozumieniu toksemii od strony tych przebiegów toksemicznych, można każdy kompleks symptomatyczny sprowadzić do tej samej przyczyny, do toksemii!

       Dr J. Tilden pisze dalej, że tak długo jak człowiek istnieje, ciągle usiłował i usiłuje nadal znaleźć jakąś kurację, która pomogłaby mu poprawić jego zły stan zdrowia. Jak dotychczas, działanie każdej kuracji jest ograniczone w czasie, oraz nie usuwa przyczyn choroby. Zamiast starać się ją znaleźć, powinieneś lepiej zahamować tworzenie się chorób. Ty sam(a) jesteś bezpośrednim powodem ich powstania. Staraj się być swoim własnym lekarzem, zamiast swoim niewolnikiem.

       Setki czasopism z tysiącami pomysłów dietetycznych wprowadzają czytelnika w zakłopotanie i sieją zamęt. Każda kuracja przynosi kasę temu, co ją proponuje i temu, co ją udostępnia. Choremu pozostaje tylko nadzieja na poprawę z krótkofalową ulgą. Później choroba biegnie dalej swym starym torem, bo kryzys zatrucia ciągle istnieje.

      Gdy stopień zatrucia spadnie poniżej pewnej granicy tolerancji organizmu, choroba znika automatycznie. Choroba nie została w tym wypadku wykurowana lub wyleczona. Organizm sam wrócił do równowagi i będzie usiłował ją dalej utrzymać tak długo, jak długo Ty sam, swoim rozsądnym trybem życia, jemu na to pozwolisz.

       Jeżeli degenerujące przyzwyczajenia zostaną dalej kultywowane, to znów zaczną się gromadzić toksyny i następny kryzys ponownie da znać o sobie. Medycyna usiłuje ciągle kurować kryzysy toksemiczne, aż dotknięty chorobą organ, poprzez stałe obciążenie toksyczne, przejdzie do stanu choroby chronicznej. A na końcu, przeważnie wyjaśnia tę sprawę chirurg swoim skalpelem. Dopóki przyczyny kryzysu chorobowego nie zostaną rozpoznane i usunięte, nie może być mowy o żadnym wyzdrowieniu. Nikt nie może Twojej choroby wykurować, dopóki Ty sam nie będziesz zdolny do zmiany swych przyzwyczajeń kulinarnych. Na tyle dr Tilden.

 

      Te wszystkie kryzysy zdrowotne są dowodem ciągle istniejących w naszym  organizmie inteligentnych sił wszczepionych nam przez naszego Konstruktora. Przez całe nasze życie dążą one do utrzymania naszego organizmu w jak najlepszej kondycji, pod każdym względem i w każdym miejscu, na ile tylko my jesteśmy w stanie to umożliwić naszym trybem życia.

       Zdrowie i choroba są to dwie strony tej samej monety. Natura nie chce nam chorobą zaszkodzić. Choroba, jest to tylko wysiłek Natury, aby pozbyć się tych trucizn z krwi. Inaczej mówiąc, jest niczym innym jak tylko kolejną próbą przeżycia tego organu, jaki jest w danym wypadku dotknięty toksemią, czyli pierwszym krokiem w kierunku do zdrowia, do którego Natura przez całe nasze życie zmierza.

        Czasem jest już za późno na ratunek ze strony Natury. Na tym ringu każdy ostatni nokaut jest zawsze śmiertelny. Stan konania czy agonii jest tym ostatnim kryzysem toksemicznym oraz ostatnią próbą organizmu pozbycia się trucizn. Jest to ostatnia walka zdrowych komórek z martwymi, których ilość się ciągle zwiększa, wydając do krwi swój trupi jad.

         Jeżeli nie wystarczy siły życiowej na naszym koncie do dalszej walki o życie, następuje przewaga białego szlamu we krwi. Powoduje to nie tylko zatkaniesię serca, ale też chemiczną przemianę krwi, czyli jej rozkład. Następuje całkowite zatrucie. Ten doskonały ludzki mechanizm nagle się zatrzymuje, a na pogrzebie towarzyszące osoby pochylają swe czoła, z pełną rezygnacją przed tajemniczą mocą śmierci.

        Ten smutny moment nie pozostawia dużo miejsca na wyszukany komentarz. W tym miejscu chcę dołączyć tylko tę jedną sentencję myślową, jako klepsydrę!

          Prof. A. Ehret pisze:

        Niewiedza jest jedyną tragedią naszego życia. Niewiedza jest też ostatnią przyczyną wszystkich chorób, starzenia się i śmierci. Nie wiedzieć, jest pewnego rodzaju przewinieniem, za które, chociaż często popełnia się w nieświadomości, zostaje się w końcu ukaranym.

        Wydawałoby się, że dziwny i niesprawiedliwy jest ten bieg wydarzeń, ale wniosek pozostaje tylko jeden: Niewiedza nie chroni przed karą!

        Dlatego za różne błędy i przewinienia możesz liczyć u ludzi na wybaczenie. Natomiast za wykroczenia przeciw Naturze będziesz musiał ponieść konsekwencje i zostaniesz prędzej czy później ukarany. To jest tylko kwestia czasu. Pozostaje tylko pytanie: KIEDY?

 

        Bez względu na to, w jakiej generacji wiekowej się znajdujesz, nie daj sobie przez nikogo wmówić, że wiele chorób przychodzi z wiekiem. Jest to zwyczajna spychotechnika, aby odsunąć od siebie winę i obarczyć nią inny podmiot, czyli czas, który upłynął. Mamy dalej do czynienia z klasycznym sposobem myślenia, że wszystko co złe, przychodzi z zewnątrz. Jak nie złe duchy, to zarazki i wirusy, a jak to nie wystarczy to następna możliwość – proces starzenia się. Dzisiaj stało się to bardzo popularne i sterowane przez masową psychologię różnych ośrodków przekazu informacji, a już najgorsze jest to, jeżeli słyszysz taki komentarz od lekarza, u którego szukasz pomocy.

         Przeciętnemu człowiekowi zostało to wmówione lub dał sobie wmówić z braku innej alternatywy. Ma to tak głęboko wbite do mózgu, że sam w to uwierzył, powtarzając: No, tak już jest, wszystko przychodzi z wiekiem i czeka tylko, kiedy ten balast na niego spadnie. Co gorsze, że z takim uzasadnieniem niektórych symptomów chorobowych spotykają się nie tylko osoby w podeszłym wieku, ale często ludzie młodszej generacji, którzy dopiero co przekroczyli próg trzydziestu lat, a nawet i młodsi.

         Przekroczenie 60, 70, 80 czy 90 lat, jest w gruncie rzeczy związane z różnego rodzaju chorobami wieku podeszłego i temu nie da się zaprzeczyć ani tego ukryć. Tak zawsze było i tak jest dzisiaj. Ale tak wcale nie musi być. Wcale nie znaczy, że z biegiem czasu otrzymujesz swoją porcję chorób jakby automatycznie z przydziału i musisz ją odebrać.

        Za zaistniały stan rzeczy nie ponosi winę tylko czas, który upłynął, lecz w przeważającej mierze Ty sam(a). Właśnie w tym czasie nagrabiłeś(aś) sobie tę czy inną chorobę między innymi łyżką, nożem i widelcem oraz, na pewno nierzadko, swoim nie zawsze rozsądnym trybem życia.

         Jest rzeczą absolutnie oczywistą, że nikt nie może wpłynąć na bieg swego wieku kalendarzowego. Z każdą chwilą oddalamy się nieubłaganie od momentu naszych urodzin i ten bezpowrotny strumień czasu nie daje się nawet spowolnić. Nie podlega żadnej dyskusji, że czas pozostawia na każdym z nas pewne ślady swojego przejścia, tylko że one nie zawsze muszą być tak głębokie, jak się ogólnie przyjmuje.

        Natomiast możesz wpłynąć na bieg swego wieku biologicznego, chociaż tego gońca też nie można zatrzymać. Ale w dużym, a nawet w bardzo dużym, stopniu możesz go wyhamować. Stopień jego wyhamowania zależy tylko od Ciebie.

         Weź pod uwagę, że co dwa i pół miesiąca odnawia się całkowicie Twoja krew. Co jedenaście miesięcy odnawiają się wszystkie cząsteczki ciała, a co dwa lata dostajesz jakby w prezencie całkowicie odnowiony szkielet /wg dr Paul C. Bragg/. Można więc przyjąć, że co dwa, a w najgorszym wypadku co trzy lata, rodzisz się na nowo!

       Jeżeli w przeciągu owych trzech lat i każdych następnych, zaczniesz wzbogacać swój organizm naturalnym, żywym i zdrowym pokarmem oraz rozsądnym i zrównoważonym trybem życia, to efekt Twoich naturalnych zabiegów upiększających na pewno zacznie się uwidaczniać w osobistym samopoczuciu i na twarzy. Ona w końcu będzie nową wizytówką Twego aktualnego wieku biologicznego, co z pewnością sam(a) zauważysz oraz wszyscy z kręgu Twoich bliskich, przyjaciół i znajomych, a dla innych osób, data Twoich urodzin pozostanie tylko Twoją tajemnicą.

 

Adam Kulpaczyński „Żywy pokarm Twoim kluczem do zdrowia. Zapomnij o kuchni i gotowaniu czyli tajemnica pokarmu i sztuka jedzenia.”  Wydawnictwo Poligraf 2012 http://wydawnictwopoligraf.pl/publikacje.php