Kot

Dawno temu, a może wczoraj był sobie kot, który chodził w wysokich czarnych butach. Bardzo był dumny z mocnych butów, dzięki którym mógł pokonywać skaliste ścieżki i wspinać się po górach. Ale miał pewien kłopot. Jego głowa była trwale zwrócona do tyłu i bardzo musiał uważać, by nie obijać się o twarde ściany skał, aby nie spaść z wąskich ścieżek. Właściwie dzięki temu mógł stale oglądać miejsca, które już zdobył.

Lubił wiatr, kamienie i deszcz, i one mu sprzyjały. Jednak nie było mu dobrze. Jego serduszko bardzo się bało, każdego dnia, kiedy się budził. Śniło mu się zawsze, że leciał, oglądając z wysoka nasłonecznione wzgórza, a wiatr kołysał jego lekkie ciałko i nagle spostrzegł, że spada w dół tracąc oddech, więc budził się przerażony i mokry. Szybko wkładał swoje mocne buty, aby poczuć stabilne oparcie i wtedy czuł się raźniej, lecz w czasie wędrówki wracało czasem cudowne uczucie lekkości i marzył, że jest ponad szczytami gór.
Chodząc tak po skalistych ścieżkach pocieszał się, że ma wysokie buty z twardej skóry i nie rani swoich delikatnych łapek. Aż strach pomyśleć jak bardzo krwawiłyby jego poduszeczki.
Pewnego dnia wiał przejmujący wiatr i zmęczony był okrutnie i chociaż powtarzał sobie, że wytrzyma ten chłód wiatru, bo wystarczy trochę bardziej kucnąć (wtedy mógł złapać się za swoje wysokie buty), to jednak była to wyjątkowa wichura. Żal straszny przejął go, że tak postąpił z nim wiatr, którego lubił. Walczył z odrywającymi się od skały kamieniami, które boleśnie toczyły się po nogach, i próbował chwytać się występów skalnych, ale robił to po omacku, ponieważ jego głowa była na stałe zwrócona do tyłu. I bardzo płakał rozczarowany kamykami, z którymi się kiedyś bawił... I wtedy już nie wytrzymał i upadł na brzuszek pozwalając oderwać się butom od podłoża. Jego buty runęły w przepaść, a kiedy jego ciałko przywarło do kamieni zobaczył nowy widok, który rozpościerał się ponad nim, a którego nie mógł nigdy wcześniej zobaczyć, bo przecież jego głowa była trwale zwrócona do tyłu. Zobaczył wtedy, że ściana skały kończy się i to był szczyt, a ponad nim był błękit.
Tymczasem wiatr ucichł. Kot bardzo ostrożnie stanął na swoich bosych łapkach, a serce biło mu strasznie ze strachu i podniecenia. Tuż ponad nim był szczyt gdzie bardzo pragnął się znaleźć. I wtedy zapomniał, że jest bosy, sprężył się cały i jednym susem wskoczył na samą górę skały, zwinnie i lekko jak to koty potrafią.
I wtedy świat był u jego stóp. Gdziekolwiek zwrócił głowę widział wzgórza i doliny, widział słońce i błękit, czuł powiew lekkiego wiatru, bo na samym szczycie nie ma burz, i był tak lekki, że zaczął fruwać, kołysząc się na podmuchach wiatru, który mu sprzyjał. I mógł polecieć tam gdzie chce.